| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
email
Dziecięce alter ego
Przeczytane książki:
Nagrody literackie
Strony o książkach
Wyzwanie to czytanie!
Zaprzyjaźnione blogi książkowe
Wydawnictwa
Zaglądam również tutaj
Polecam:)

Gazetaliteracka.pl


statystyka
czwartek, 13 sierpnia 2009

Wydawnictwo Red Horse, 2008

Kumagai to zdumiewająco osobista, refleksyjna, momentami może odrobinę zanadto oficjalna powieść-pamiętnik. To nieco surowe, przy tym konkretne wspomnienia sześćdziesięciokilkuletniego mnicha z czasów, kiedy z dumą mówił o sobie wojownik. Poznajemy Kumagai Naozane, dumnego i honorowego żołnierza, który życie spędził na cesarskim dworze, i którego imię przeszło do legendy w opowieściach Heike.

Lecz przede wszystkim poznajemy starą Japonię z XII wieku, z całą jej egzotyką i rytuałami. Dzięki wieloletnim przygotowaniom Richie z precyzją prezentuje czytelnikowi niebagatelny fragment historii. Nagminne bitwy, które wyróżniała pseudolojalność wśród wojowników, kiedy meritum finału każdej potyczki było nie pod czyim sztandarem akurat walczy żołnierz, a ile ściętych głów zdobywa. Przewrotność na cesarskim dworze i pokrętność stosunków tam panujących. Jak również ówczesna Japonia ukazana jako kraj chaosu i rozgardiaszu, pozbawiona harmonii i zasad, gdzie rodziny, ojcowie i synowie  zmuszeni byli walczyć przeciwko sobie.

Kumagai ukazuje swoje życie, nie tylko z perspektywy zwycięstw, ale również odsłania osobiste porażki i potknięcia, teraz po latach doświadczenia poddając je głębszej analizie i zadumie. Pod koniec życia, będąc już wiekowym kapłanem wycisza się, wyzbywa walecznej natury, a skłania się bardziej do kontemplacji nad życiem, przeszłością i religią, w szczególności nad zawiłością kraju, w którym przyszło mu żyć i o niego walczyć.

Barwne, przy tym kompetentne opisy, oraz bogactwo opisywanych epizodów historycznych składają się na książkę nietuzinkową, tzw. 'perełkę' dla entuzjastów Kraju Kwitnącej Wiśni.

 

Moja ocena: 4,5/6

środa, 12 sierpnia 2009

Wydawnictwo Red Horse, 2009

Charyzmatyczna, ujmująca, poetycka…. syntetyzując, doskonała to powieść o miłości, przyjaźni, i wojnie. Historia opowiadana z perspektywy głównej bohaterki Raahen, nieco już starszej, snuje się niczym smużka kadzidlanego dymu. Powłóczyście i refleksyjnie.  Odbywamy podróż w czasie po kalejdoskopowym Karaczi, poprzez dzielnice bogatych i slumsy, poprzez radość, beztroskę, po niepokój i zamieszki. Również poprzez bogactwo wspomnień głównej bohaterki, odbywamy podróż mentalną, razem z nią dorastamy, buntujemy się i  zakochujemy, jesteśmy świadkami jak doniosłą rolę odgrywa przeszłość i jakie ma następstwa na życie bohaterów.

Raheen, Karim, Sonia i Zia, to czwórka przyjaciół, dorastających w bogatszej dzielnicy miasta. Nie są jednak  nieczuli na otaczającą ich niełatwą rzeczywistość. Historia i polityka kraju odgrywają tutaj ogromną rolę, nie wysuwają się na plan pierwszy, ale nieprzerwanie stanowiąc tło powieści. Zamieszki etniczne i ekonomiczne,  wojna domowa w latach 70-tych, zamachy, zabójstwa, niepokój i w konsekwencji emigracje. Wszystkie te wydarzenia, oraz skomplikowane relacje miłosno-przyjacielskie, niewątpliwie kształtują ich osobowość.

Najbardziej zaskoczyło mnie postrzeganie przeze mnie Pakistanu, dotychczas  jako kraju egzotycznego, diametralnie innego, tymczasem tutaj ukazane lata 80-te wcale aż tak radykalnie nie odbiegały od tego co działo się w Europie, wręcz  na pierwszy rzut oka można dojrzeć rozprzestrzeniające się jarzmo Zachodu. Kraj ten ukazany jest w sposób o wiele bardziej cywilizowany niż moje wyobrażenia o nim. Naturalnie różnice kulturowe i obyczajowe mają pewien specyficzny smaczek, wyostrzony w tej powieści, ale poza tym ludzie żyli bardzo podobnie.

Powieść nieśpiesznie prowadzi nas poprzez zawiłości życia, widziane z różnej perspektywy, różnego wieku bohaterów i  rozmaitych wydarzeń. Ukazuje jak ważna jest komunikacja międzyludzka, bez względu na czas i miejsce, oraz jak ważna jest umiejętność wyrażania uczuć, jako pierwiastek przetrwania w dzisiejszym świecie.


 

- - - - -

'Ale jak można kogoś potępiać, jeśli nie wślizgnęło się do jego duszy, nie rozejrzało się po okolicy i nie zobaczyło, jakie gnieżdżą się w niej węże,  jakie przepaście ją przecinają.  Jak można kogoś krytykować, jeśli się nie wie, skąd wzięły się te węże i przepaści, i co oznacza codzienne zmaganie się z nimi?'

 

Moja ocena: 5/6

wtorek, 11 sierpnia 2009

Bardzo dziękuję, ale starczy już jak dla mnie przygód Belli i Edwarda. Tak jak pierwszy tom  wywołał u mnie sporo emocji, których ubywało z każdym kolejnym, tak  przy czwartym wymiękłam kompletnie, wszkaże do końca dobrnęłam.  Niestety saga Meyer nie utrzymała  tonu, jak w przypadku Harrego Pottera, gdzie każda kolejna książka była nieco inna,  dojrzalsza, tak tutaj tendencja okazała się być spadkową.

Aczkolwiek jest szansa, iż moja niechęć i rozczarowanie może wynikać z faktu, iż sięgając po pierwszą z cyklu książkę, akurat odczuwałam głód na tego typu literaturę, który obecnie wygasł, tudzież został zaspokojony przesycając się poprzednimi tomami.

Lektura owszem wciągająca, niestety zbyt przewidywalna, oraz zbyt monotematyczna. Jako, że nie mogę zdradzić zbyt wiele z fabuły, na tym zakończę moją prozaiczną wypowiedź. Dziękuję za uwagę:)


Recenzje poprzednich tomów sagi: klik


Moja ocena: 4/6

Wydawnictwo Vesper, 2009

Kilka słów o nieco kontrowersyjnej Wpadce Rebeci Eckler (recenzja i szał komentarzy u Zosika:).

Powieść zaliczona w poczet literatury lekkiej, ośmielę się dodać wysoce lekkostrawnej. Takie jest jej założenie i takim jest w istocie czytadełkiem, na jedno, w porywach na dwa popołudnia. Nie pretenduje do literatury ambitnej, więc nie można zarzucić jej wyniosłości i zbytniego zadęcia. Mnie osobiście zapewniła dobrą rozrywkę, uśmiałam się niejednokrotnie, a ze względu na wiadomy wspólny mianownik z główną bohaterką, momentami dodała otuchy.

To perypetie przyszłej matki ukazane w nieco krzywym zwierciadle. Bohaterce sen z powiek spędza prędzej wizualny aspekt bycia w ciąży, waga w trakcie, waga po, czy jej wygląd zaakceptuje narzeczony, aniżeli kwintesencja bycia matką. Ale ostatecznie była to wszakże wpadka, a ona sama do roli matki dopiero dojrzewa, tyle, że opieszale.

Po lekturze tych wszystkich poważnych poradników, gwarantuję iż Wpadka będzie relaksacyjną odskocznią dla wielu przyszłych matek. Bowiem czytanie o przypadłościach i innych ciążowych dylematach, nieco inaczej, bardziej groteskowo, mniej poradnikowo, jest niezbędne, by nie dać się zwariować.:)

Odnośnie stylistyki Rebeci Ekler, rzeczywiście można momentami zgrzytnąć zębami, bodaj popaść w pewien rodzaj chwilowej irytacji, ale w perspektywie całej książki, są to jednorazowe zgrzyty, będące raczej językowmyi minipotyczkami (do strawienia).

 

Moja ocena: 4/6

Wydawnictwo Grasshopper, 2009

Nie do końca miałam pojęcie, czego mogę spodziewać się biorąc do ręki Muzykologię, czyli the best of ...spraw damsko-męskich, spraw wyrażonych stricte męskim okiem. Nieco sceptycznie zabrałam się do czytania i musze przyznać się, iż powieść zyskała moją aprobatę, pomimo, iż aspekt uczuciowy w niej zawarty nie do końca przełknęłam, czy też zrozumiałam(?).

Jest to w głównej mierze powieść o miłości do muzyki, która bezsprzecznie wysuwa się tutaj na plan pierwszy, niejednokrotnie przywołując liczne, często miłosne, wspomnienia głównego bohatera, młodego dziennikarza radiowego. Prezentując czytelnikowi całkiem pokaźną dawkę wiedzy o piosenkach, snuje jednocześnie opowieść o samym sobie, swoich przyjaźniach (męskich) i perypetiach miłosnych. W okamgnieniu nasuwa się pogląd, iż bohater to pasjonat i spec w dziedzinie muzyki, bynajmniej nie w sferze miłości. Bowiem relacje z byłą wielką miłością oraz aktualną dziewczyną pełzną w dziwnym, nieokreślonym kierunku, a punkt kulminacyjny wywołał we mnie pewne nienasycenie. Na szczęście nie brak tutaj perspektywy męskiej przyjaźni, znacznie ciekawiej wyeksponowanej.

Powieść nieco sentymentalna, przy tym ciekawie napisana, wbrew pozorom potrafi zaabsorbować. Czuć w niej potencjał, także z niecierpliwością oczekuję kolejnych powieści Śmigla, może tylko odrobinę bardziej męskich.

 

Moja ocena: 4/6

czwartek, 16 lipca 2009

Wydawnictwo MUZA, 2008

Brnąc dalej tropem literatury historycznej, której zwiększony głód obecnie odczuwam, natknęłam się na ‘Ines, Pani mej duszy’. Nie tyle, co wstyd, a lekki wyrzut (sumienia rzecz jasna), poczułam, że to moja pierwsza powieść Allende, po którą dopiero sięgnęłam. I nie wiem czy zwiodła mnie półnaga panna z okładki, czy przeczytana kiedyś recenzja, książka okazała się dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Absolutnie pozytywnym.

Jest to mieszanka prozy podróżniczej, historycznej i obyczajowej. Aczkolwiek zaznaczam, iż brutalna to rzecz  jest niezwykle. Ale też nikomu przez myśl by nie przeszło, iż konkwistadorzy swego czasu podbijali Amerykę Pd., jak by to ująć subtelnie. Nieustanna rzeź Indian przez Hiszpanów, równie bestialski kontratak niewolonych tubylców, zdobywanie nowych terytoriów, głód i susza, mordy i gwałty, tak w skrócie została przedstawiona konkwista Chile XVI wieku. Wśród tej całej masakry i prymitywizmu ona subtelna, kobieca, zarazem dumna i waleczna, Ines Suarez. Kobieta, która w poszukiwaniu męża wyrusza do Ameryki Pd., by później, jako kochanka jednego z największych konkwistadorów, Pedra de Valdivi, pójść z nim na koniec świata, na podbój niespenetrowanego dotychczas Chile.

Niekwestionowaną zaletą powieści jest jej przekaz, dosadny, przy tym wyjątkowo wyczerpujący i naturalistyczny. Nie zabrakło siarczystych szczegółów, ale dzięki temu udało się Allende po mistrzowsku zobrazować ówczesne czasy!

 

Moja ocena: 5,5/6

Wydawnictwo Insignis, 2009

Dlaczego nadrabianie zaległości zaczynam właśnie od tej książki? Z prostej przyczyny, bowiem jest to powieść, która naprawdę mnie oczarowała, chyba najbardziej z wszystkich przeczytanych lektur w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy.

Powieść nominowana w 2006 roku do Best Read Award, zaklasyfikowana jako romans historyczny, z czym do końca śmiem się nie zgodzić. Bowiem romans tutaj stanowi minimalistyczne tło powieści, jest tak zwiewny, akcydentalny i niebanalny, iż momentami odczuć można nawet jego niedosyt. Moim zdaniem jest to dobrze skonstruowana, urzekająca powieść obyczajowo-historyczna ukazująca schyłek XIX wieku Wiktoriańskiej Anglii, wraz z dramatyczną wojną krymską.

Młodzi Anglicy, pełni werwy i animuszu, przyłączają się do walki z Rosją. Na Krym wyruszają nie tylko niezłomni żołnierze, ale również rzesza ochotniczych lekarzy i pielęgniarek. Wrażliwa angielka i marzycielka Mariella Lingwood, wbrew swoim przekonaniom, musi pożegnać narzeczonego lekarza Henrego, a wkrótce swoją kuzynkę Rosę, którzy ochotniczo, owładnięci chęcią niesienia pomocy potrzebującym, ruszają w samo serce wojny. Wieści nadchodzące z owładniętego wojną kraju są coraz bardziej niepokojące, wkrótce jedno z nich poważnie zachoruje, a drugie zaginie. Wówczas nie kto inny, jak krucha Mariella podejmie podróż do oblężonego Sewastopola. Podróż, która nie tylko odmieni jej życie, ale przede wszystkim osobowość.

Jest to powieść momentami piękna, momentami brutalna. Refleksyjna i co najważniejsze nieprzewidywalna. A romans... nie wszystkie powieści na szczęście kończą się 'happy endem', podobnie jak życie! Polecam!:)

 

Moja ocena: 5,5/6

Serwus Kochani! Mam głupawkę, także wybaczcie:) Jako, że dnia dzisiejszego 16 lipca po półtoramiesięcznej wyjątkowo zażartej walce, podczas której nie obyło się trzaskaniem słuchawek, rzucaniem boguduchawinnego laptopa (no prawie), całkiem bogatego pakietu wyzwisk i przekleństw pod kątem rzetelnych inaczej pracowników tpsa, podłączono nam w końcu internet! Dacie wiarę, że tpsa może przez 1,5 miesiąca załączać neostradę?!? Ano może, bez najmniejszych skrupułów. Zrozumiałabym to po trosze, gdyby ów działanie miało charakter charytatywny, ale skąd, faktura przybyła do nas już z końcem czerwca:)

Odczuwam obecnie taką euforię, taki chaos emocjonalny, iż nie wiem czy najpierw wklejać zdjęcia stosików, nowego regału, pisać bodajże z 20 zaległych recenzji, czy może ponarzekać Wam nieco o blaskach i cieniach końcówki ciąży, hę?:)

poniedziałek, 01 czerwca 2009

Żmudna przeprowadzka i chwilowy brak płynności internetowej jest wyłączną przyczyną obecnej stagnacji recenzenckiej. Wszystkich czytających najmocniej przepraszam i zwracam się z gorącą prośbą o jeszcze drobinkę cierpliwości!:)  Wracam niebawem...:)

wtorek, 05 maja 2009

Wydawnictwo Nowa Proza, 2009

To bez wątpienia jedna z bardziej interesujących książek, na jakie miałam przyjemność natknąć się, na przełomie ostatnich miesięcy. Spektrum emocji, które nieodzownie towarzyszyły podczas czytania tej powieści, niejednokrotnie przyprawiły mnie o dreszcze. To opowieść o człowieku, o jego walce wewnętrznej w obliczu tragedii, a także o jego zawiłych relacjach z Bogiem. Zawczasu ripostuję, iż bynajmniej nie jest to żaden religijny bełkot, a przepiękna opowieść o naszym jestestwie, i o nas samych.

Ustabilizowane i szczęśliwe dotychczas życie rodziny Maca, niespodziewanie rozdziera przeraźliwa tragedia. Porwanie dziecka, najbardziej drastyczne przeżycie, jakie może spotkać rodzica. Najmłodsza latorośl rodziny MacKenzich, Missy zostaje uprowadzona podczas wakacji nad jeziorem, jak się później okaże przez seryjnego mordercę. W opuszczonej leśnej chacie, na totalnym odludziu, odnalezione zostają jedynie ślady sygnalizujące, iż została bestialsko zamordowana, bowiem ciało nie zostaje zlokalizowane.

Cierpienie najbliższej rodziny jest niewyobrażalne, najbardziej ojca, który ustawicznie zadręczając się i obwiniając, popada z upływem czasu w Wielki Smutek. W piwnicy swojego serca, bezpiecznie na kłódkę zamyka wszystkie emocje. A jego serce przepełnione jest bólem, gniewem, zamętem i nienawiścią. Nienawiścią do samego Boga. Wszakże najzwyczajniej go zdradził, skoro będąc wszechmogącym, pozwolił na takie bestialstwo.

Pewnego dnia, cztery lata później Mack otrzymuje tajemniczą wiadomość. Tym bardziej niepojętą, bowiem zawiera ona zaproszenie od znienawidzonego Boga do koszmarnej chaty. Przekonany o głupim żarcie, tudzież sygnale od mordercy, wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, w tajemnicy przed rodziną, wybiera się w podróż. Wydarzenia, które będą miały miejsce później, w mrocznej chacie, przerosną jego zdolność rozumienia.   

Ta przepięknie napisana historia, urzeka mądrością, czułością i brakiem tendencyjności. Nie ma zbędnego puszenia się i argumentowania swoich racji. Świętość tymczasem ukazana jest jako coś prostego, ciepłego, intymnego i szczerego. Z dala jej do instytucji, struktur i ideologii, które mają za zadanie jedynie wzmocnić złudzenie bezpieczeństwa i kontroli. Organizacji, wykorzystujących fakt, iż ludzie najzwyczajniej w świecie boją się niepewności i przyszłości, a które nie są w stanie zapewnić spokoju ducha.

To powieść o walce z samym sobą, kiedy człowiek gnieździ się w smutku i melancholii, zamiast po prostu kochać. Zatem to również powieść o miłości, o tym, żeby kochać bez żadnych warunków i planów. Bowiem jeśli ktoś ma oczekiwania względem drugiego człowieka, znaczy to, iż przeraźliwie obawia się niewiadomej, jaką jest przyszłość i wynik działania, stąd próbuje kontrolować jego zachowanie.

Książkę zasadniczo czyta się na bezdechu. Powieść pozbawiona moralizatorskich pobudek, pełna za to wrażliwości i uroku. Momentami smutna i dramatyczna, momentami radosna i ciepła, niewątpliwie jest to nieprzeciętny dreszczowiec.

 

 

Wybrane cytaty:

Żyć bez miłości to tak, jakby zawiązać ptakowi skrzydła i pozbawić go możliwości fruwania.

Rozwój oznacza zmianę, a zmiana łączy się z ryzykiem, wkroczeniem, ze znanego w nieznane.

Ciemność wyolbrzymia lęki, kłamstwa i żale. Prawda jest taka, że są one bardziej cieniami, niż rzeczywistością, więc w mroku wydają się większe. Kiedy do miejsc, gdzie w tobie żyją, dociera światło, zaczynasz widzieć, je takimi, jakie są.

Ludzie są uparci, jeśli chodzi o skarb ich urojonej niezależności. Bardzo sobie cenią tę chorobę i za nic nie chcą wyzdrowieć. Znajdują w niej swoją tożsamość i wartość, dlatego strzegą jej z całych sił.

Uczucia to kolory duszy. Są cudowne i niezwykłe. Bez nich świat staje się bezbarwny i ponury.

Wybaczenie jest przede wszystkim dla wybaczającego. Pozwala uwolnić się od czegoś, co zżera cię żywcem, niszczy wszelką radość i zdolność do kochania.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18